Egzamin ósmoklasisty z języka polskiego – łatwy, trudny, zaskakujący?

Specjalnie dla Was opinia Katarzyny Łęk, nauczycielki tego przedmiotu, która przygotowywała swoich uczniów do pierwszego w historii egzaminu klas ósmych w XXI wieku.

W arkuszu królował „Mały Książę”. Wśród uczniów lektura ta ma opinię, jeśli nie „rozprawkowego wytrycha”, to przynajmniej uniwersalnego koła ratunkowego - tytułu, o którym zawsze coś się napisze i który można upchnąć do każdego wypracowania. Dlatego też większość egzaminowanych raczej się ucieszyła, że musi wykazać się wiedzą o perypetiach małego podróżnika zamiast interpretować pełne archaizmów pieśni Kochanowskiego czy zmagać się z historycznymi niuansami „Pana Tadeusza”. Czy tego się spodziewali? Raczej nie. Egzamin próbny z zadaniami dotyczącymi detali fabularnych „Quo vadis” i pytaniem o lektury stosowne do „narodowego czytania” raczej zachęcał do tego, by skupić się na patriotyczno-ojczyźnianych arcydziełach. „Reduta Ordona” i „Śmierć Pułkownika” – oto tytuły, które by nie zdziwiły tegorocznych ósmoklasistów. Moim zdaniem uczynienie „Małego Księcia” wiodącą lekturą całego egzaminu ósmoklasisty to ze strony CKE posunięcie mocno zachowawcze, bezpieczne, żeby nie powiedzieć - asekuracyjne. Jeden z moich uczniów wyznał, że rozwiązując banalne zadania z „Małego Księcia” po ciężkim wysiłku wgryzania się w teksty Mickiewicza, Słowackiego czy Żeromskiego, poczuł się potraktowany trochę niepoważnie - jak szóstoklasista. Oczywiście nie wszystkie polecenia związane z „Małym Księciem” były trywialne. Do intensywnego myślenia zmusiła wszystkich konieczność odniesienia sentencji mówiącej o tym, że dobrze widzi się tylko sercem, do innych obowiązkowych lektur. W moim odczuciu bardzo zgrabne i adekwatne polecenie, dokładnie w typie sugerowanym przez arkusze próbne, jednak wcale niełatwe. Dodatkowym haczykiem była tu konieczność odniesienia się nie do ogólnej zasady postępowania wybranej postaci, ale do konkretnej sytuacji. Myślę, że tego elementu może w wielu odpowiedziach zabraknąć.

Ukłonem w kierunku lekturowych „spodziewań”, a tym samym w kierunku nowej podstawy i kanonu lektur obowiązkowych, były pytania dotyczące „Kamieni na szaniec” i „Syzyfowych prac”. Odniesienia się do powieści Żeromskiego wymagało zadanie z plakatem filmowym – efektownym graficznie, ale nieoczywistym, zawierającym wizualną metaforę. Gdybyśmy nie omówili tego plakatu na lekcjach, trochę bym się chyba bała o to zadanie.

Pytań z nauki o języku – niewiele i dość proste. Sama oczekiwałabym raczej składni (rozpoznawania części zdania) niż słowotwórstwa. Absolutnym pewniakiem były dla mnie zasygnalizowane przez egzamin próbny imiesłowy i rzeczywiście się pojawiły (wymagano utworzenia stosownych form, nie zaś – trudniejszego - nazywania). Pytanie z ortografii według mnie zbyt łatwe (wymiana ó:o), pytanie z interpunkcji – w sam raz: wymagające wykorzystania świadomości składniowej (umiejętność wyznaczania granicy zdań składowych), nie zaś mechanicznej wiedzy, przed którym spójnikiem postawić przecinek, a przed którym - nie.  

Zadania krótkiej i dłuższej wypowiedzi – przynajmniej pod względem formy - bez niespodzianek. Zaproszenie i rozprawka. Myślę, że to w porządku, iż nie zażądano od uczniów wypowiedzi w bardziej wymyślnej formie - np. przemówienia czy listu otwartego. Trzeba pamiętać, że rozprawka jest w podstawówce nowością, a zarazem formą-bazą dla wszelkich późniejszych poważnych prac na dalszych etapach edukacji. Rozliczenie uczniów właśnie z jej opanowania wydaje się najbardziej rozsądne i stosowne w świetle nowej podstawy programowej.  

Trudnością w poleceniu obejmującym zapraszanie mogło okazać się ubóstwo szczegółów. Egzaminatorzy pozostawili decyzji uczniów wszystko poza samym faktem premiery i tematyką spektaklu - nie tylko detale logistyczne (miejsce, czas), ale również wybór osoby zapraszającej i zapraszanej. Wymagało to użycia wyobraźni i nakreślenia sobie w głowie całej hipotetycznej sytuacji komunikacyjnej. Sądzę, że taka doza wolności mogła co niektórych uczniów onieśmielić.

Temat rozprawki bardzo przyjazny, „lekturowo pojemny”, zdecydowanie mniej „podstępny” niż ten z egzaminu próbnego. Lepiej – pod względem metodycznym – skonstruowany. Bez żadnych „zawijasów”, bez ukrytych partykuł zmieniających wymowę całości, bez podanej w dwóch kawałkach tezy, co dla osób o specyficznych trudnościach w uczeniu się byłoby istnym polem minowym. Tym razem – na szczęście - CKE postawiła wprost zadane pytanie do rozważenia, co zdecydowanie wyrównało szanse. Dodatkowa zaleta – osadzenie tematu w obszarze bliskim uczniom – w obszarze międzyludzkich relacji i emocji.

Temat opowiadania – nieomal „wolny”, świetne koło ratunkowe dla wszystkich będących na bakier z argumentacją i z… czytaniem poważniejszych lektur.

Reasumując, CKE stworzyło arkusz, który, jeśli zaskoczył, to raczej niższym niż spodziewany poziomem trudności. Poziom ten nie był jednak na tyle niski, by odmówić egzaminowi wartości diagnostycznej. W teście znalazła się wystarczająca – w moim odczuciu – ilość zadań wymagających wykazania się znajomością lektur, umiejętnością ich kojarzenia, zestawiania, umiejętnością argumentowania i interpretowania tekstu i obrazu oraz wyrażania myśli na piśmie, by jego wynik można było uznać za przydatną informację o poziomie przygotowania ucznia do podjęcia nauki na kolejnym etapie edukacyjnym. Dla mnie ważne jest, że arkusz na tyle odpowiadał postawionym w podstawie programowej i zasugerowanym w informatorach i testach próbnych wymogom, że ani ja, ani żaden z moich uczniów – tak sądzę – nie poczuliśmy się oszukani, przyłapani. Przeciwnie. Dzisiejszy dzień zasadniczo pozostawił mnie z poczuciem uczestniczenia w uczciwym układzie, gdzie na coś się umawiamy i z tego zostajemy rozliczeni.