Javascript is required

O radości czytania

20.02.2019

Szkoła podstawowaEdukacja wczesnoszkolna
Podziel się
Trzy dziewczynki czytające książkę.

Nuda!, Nie chce mi się, Nic nie rozumiem – takie stwierdzenia niejednokrotnie towarzyszą pierwszym próbom lekturowym najmłodszych uczniów i, niestety, bywają powtarzane do końca szkolnej edukacji. Nic dziwnego: tam, gdzie nie ma przyjemności, trudno o zaangażowanie.

Czy czytanie naprawdę musi być przyjemne?

To banał, ale warto go powtórzyć, bo w przypadku literatury dla najmłodszych często o tym zapominamy, koncentrując się na kwestiach dydaktycznych: przyjemne jest to, co wzbudza w nas emocje, rozśmiesza albo wzrusza. To, co buduje w nas napięcie, by potem je ekscytująco rozładować; niepokoi, prowokując do rozmów z innymi i samym sobą. To, co nas ciekawi, intryguje i inspiruje. Jednakże w kontekście edukacji i lektur szkolnych nieraz powraca pytanie: czy czytanie w ogóle musi być przyjemne? Skoro nie roztrząsamy kwestii radości z rozwiązywania zadań matematycznych albo nauki przyrody, dlaczego mielibyśmy oczekiwać od utworów literackich, że będą uczniom sprawiać frajdę? W latach 60. XX w. słynny polski znawca folkloru dziecięcego i literatury dla dzieci Jerzy Cieślikowski, wyjaśniając swoją koncepcję dzieciństwa jako wielkiej zabawy, dowodził, że […] wszystko, co dzieci wzięły od dorosłych, co dla nich dorośli stworzyli, co same wymyśliły i wreszcie co dorośli dla nich napisali naj lepszego, służy przede wszystkim i w pierwszym rzędzie zabawie1. Sytuację egzystencjalną dziecka uważał właśnie za wielką zabawę – mając na myśli strategie nawiązywania pierwszych relacji, eksplorowania otoczenia, poznawania siebie. Ów aspekt zabawowy mechanizmów poznawczych odnosiłtakże do literatury dziecięcej, kładąc podwaliny pod późniejsze badania i refleksje literaturoznawców, pedagogów i socjologów czytelnictwa twierdzących – i słusznie – że najgorsze, co możemy zrobić potencjalnemu młodemu czytelnikowi, to traktować książki jedynie jako nar zędzie edukacyjne: źródło wiedzy, g ene r ator bogatego słownictwa oraz łącznik z dziejami przodków.

Wielokrotnie wskazywano, że czytanie utworów literackich ma fundamentalny wpływ na rozwój dziecka: intelektualny, emocjonalny, etyczny. Kształtuje zdolność krytycznego (a więc samodzielnego) myślenia, pozwala na wgląd we własne odczucia i rozpoznawanie emocji innych ludzi, wzbudza potrzebę zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi.

Badania kognitywne pokazują, że jeśli lektura tekstu literackiego nas pochłonie, uczucia towarzyszące poznawaniu fikcyjnych postaci i zdarzeń są analogiczne do uczuć doświadczanych w realnym świecie – i odwrotnie, doświadczenia zdobyte dzięki lekturze wykorzystujemy do rozumienia i interpretowania rzeczywistości. Poznawanie, tworzenie i przekazywanie opowieści to zresztą jedna z najstarszych praktyk kulturowych; dlatego nie ma wątpliwości, że utwory literackie stanowią fundament edukacji wczesnoszkolnej – wtedy gdy naturalny u dziecka głód opowieści jest w pełnym rozkwicie.

Klasyka to nie wszystko

Jako dorośli pośrednicy lektury powinniśmy mieć świadomość, że opowieści, które uwielbialiśmy jako dzieci, niekoniecznie spodobają się dzisiejszym sześcio-, siedmio-, ośmiolatkom.

Czerpanie przyjemności z czytanej opowieści opiera się na możliwości zrozumienia przedstawionego w niej świata i identyfikowania się z bohaterem lub bohaterką.

Nawet jeśli świat utworu literackiego nie naśladuje wiernie znanej dziecku rzeczywistości, musi w jakiś sposób uwodzić, intrygować, zachęcać do eksploracji (casus baśni i fantastyki). Ani poczciwy Plastusiowy pamiętnik pełen przedziwnych dzisiaj rekwizytów, jak stalówka czy kałamarz, ani archaicznie dydaktyczna powieść Oto jest Kasia raczej nie spełniają już tych kryteriów. Możliwy brak entuzjazmu przy lekturze nie jest winą ani dzisiejszego dziecka, ani Marii Kownackiej czy Miry Jaworczakowej. Skoro, jak głosi słynny frazes, czasy się zmieniają, zmieniają się także dziecięce potrzeby, upodobania, punkty odniesienia. Zwykliśmy gloryfikować klasykę literacką i stawiać ją w opozycji do utworów najnowszych. Ta pierwsza, zwłaszcza w kontekście szkolnym, kojarzy się z tzw. kulturą wysoką – pamiętajmy jednak, że teksty dla młodych czytelników, również te uznawane za klasyczne, niejednokrotnie czerpią z konwencji literatury popularnej. Klasyka łączona jest także z walorami edukacyjnymi, satysfakcjonującym poziomem literackim i wartościami etycznymi – które wszak charakteryzują także rozliczne utwory powstające w ostatnich latach. Myślimy też o niej jako o utworach napisanych dawno temu, obecnych w świadomości co najmniej kilku pokoleń; a co, jeśli za wyznacznik klasyki uznalibyśmy stopień i długotrwałość popularności danego utworu, liczbę jego adaptacji filmowych, serialowych i teatralnych? Wszak już teraz niektórzy publicyści i badacze wskazują np. na drogę Harry’ego Pottera od bestsellera do klasyki literatury dziecięcej. Kurczowe trzymanie się idei precyzyjnego wyznaczania linii demarkacyjnej pomiędzy klasyką a nowościami nie ma racji bytu. I tak nie uchwycimy w ten sposób różnicy między dobrą a złą literaturą, choć nieraz kusi nas hipoteza, że klasyka z założenia jest wartościowa, a teksty tworzone współcześnie – niekoniecznie. Jednakże przyjemność czytania nie rozróżnia klasyki i „nie-klasyki”; wymaga natomiast traktowania dziecięcego czytelnika jako partnera w rozmowie, wiarygodności, uczciwego podejścia do radości i smutków danego wieku, nieunikania ani tematów wyłącznie rozrywkowych, ani tych, które wydają nam się trudne, i dopuszczenia (wiem, że dla wielu kontrowersyjnej) możliwości, że dobre jest nie tylko to, co za takie zostanie uznane przez dorosłych, ale też to, co… podoba się dzieciom. Nie są to kryteria banalnie proste do spełnienia.

Dobra wiadomość jest taka, że literatura dziecięca w Polsce i na świecie ewoluuje w kierunku coraz większego zrozumienia swojego potencjalnego czytelnika oraz szacunku dla jego upodobań, potrzeb i wrażliwości.

Od czarnej pedagogiki do śmiechu błazeńskiego

Literatura dziecięca taka, jak ją dzisiaj rozumiemy, a więc adresowana intencjonalnie do młodych odbiorców, w swojej pisanej odmianie wykrystalizowała się dopiero w oświeceniu. Wcześniej uczniowie musieli się mierzyć z żywotami świętych, biografiami szlachetnych mężów i traktatami o dobrym wychowaniu. Twórczość dla dzieci zrodziła się właśnie z pedagogicznych potrzeb szkoły, dlatego początkowo pełniła funkcje przede wszystkim edukacyjne i dydaktyczne. Pierwszymi utworami pisanymi z myślą o najmłodszych czytelnikach były więc umoralniające czytanki oraz opowiastki „ku przestrodze”. Dzisiejsi badacze XIX-wiecznych utworów dla dzieci używają pojęcia czarnej pedagogiki, czy też pedagogiki strachu, a więc represyjnej wobec dziecięcych występków. Polegała ona na wychowywaniu dziecka poprzez strach, wzbudzany np. wizją możliwych kar za grzech nieposłuszeństwa. O czarnej pedagogice mówi się m.in. w odniesieniu do niektórych utworów ze słynnego zbioru baśni Jacoba i Wilhelma Grimmów (przy czym musimy pamiętać, że to tylko jeden z wielu aspektów tej fascynującej baśniowej kolekcji). Przypomnijmy sobie chociażby baśń o Czerwonym Kapturku, której tytułowa bohaterka łamie rodzicielski zakaz, dlatego spotyka ją sroga kara (pożarcie przez wilka). Ostatecznie zaś ocalona dziewczynka deklaruje bezwzględne posłuszeństwo matce. Lekcji udzielił młodym czytelnikom także Heinrich Hoffmann w zbiorze Struwwelpeter (w Polsce wydanym pierwotnie jako Złota rószczka). W wierszowanych opowiastkach składających się na ów tom przedstawił losy niesfornych dzieci, które spotyka kara za nieposłuszeństwo. Dziewiętnastowieczna polska adaptacja jednego z utworów – O Juleczku co miał zwyczaj ssać palec – o drastyczniejszej wymowie niż tekst oryginalny, następująco prezentuje los tytułowego bohatera łamiącego zakaz matki (dotyczący wskazanego w tytule niecnego dziecięcego procederu):

[…] Wpada krawiec jak pantera,

I do Julka skoczy żwawo,

Nożycami w lewo, w prawo,

Uciął palec jeden, drugi,

Aż krew prysła we dwie strugi […]

Płacze Julek, żal niebodze,

A paluszki na podłodze 2.

Na ziemiach polskich w tym samym okresie czołowym literackim „wychowawcą” był oczywiście Stanisław Jachowicz. Trzeba oddać mu sprawiedliwość, że jako jeden z pierwszych dostrzegł konieczność tworzenia utworów specjalnie dla najmłodszych odbiorców. Z dzisiejszego punktu widzenia zwraca jednak uwagę specyficzna dla tamtego czasu poetyka jego opowiastek i wierszy. Narratorem jest osoba dorosła, która stoi w społecznej hierarchii wyraźnie wyżej niż postać dziecięca i wykorzystuje każdą okazję do moralizatorskiego pouczania. Jednak już w kolejnym stuleciu Jan Brzechwa napisze o Józiu, któremu zbrzydły woda i mydło, toteż chłopiec zawiadomił rodziców listem, / Że myć się nie ma zamiaru, trudno! / I poszedł mieszkać – dokąd? – na Bródno (Brudas). No właśnie: co przetrwało do dzisiaj w pamięci pokoleń? Nie pouczające wierszyki Jachowicza (może poza Chorym kotkiem), lecz pełne humoru i absurdu utwory Brzechwy, Tuwima, a także ich ideowych spadkobierców, jak Ludwik Jerzy Kern, Joanna Kulmowa, Wanda Chotomska czy Joanna Papuzińska. Pierwiastek błazeński wtargnął zresztą do literatury dla dzieci jeszcze w XIX wieku – dzięki m.in. takim utworom, jak Pierścień i róża, czyli historia Lulejki i Bulby Williama Thackeraya czy Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla. Literacka błazenada jako wielka zabawa bez wątpienia stanowi jeden z charakterystycznych nurtów twórczości dla dzieci, a współcześnie – w ostatnich dwóch-trzech dekadach – wręcz jeden z dominujących. Nie powinniśmy się tych książkowych wygłupów obawiać; czy może być lepsza droga do polubienia (i nawyku) czytania niż radość i przyjemność towarzyszące lekturze? Dzieciństwo jest królestwem śmiechu, toteż autorzy literackich błazenad zbuntowali się przeciw tradycji cywilizowania dziecka. Poezja Marcina Brykczyńskiego, Doroty Gellner, Michała Rusinka (którego zabawne i purnonsensowe Wierszyki domowe zostały uznane za Książkę Roku 2015 w konkursie Polskiej Sekcji stowarzyszenia International Board on Books for Young People) czy też obecnych na liście lektur Agnieszki Frączek i Małgorzaty Strzałkowskiej afirmuje dziecięce uwielbienie absurdu. Humorystyczne strategie literackie znajdziemy także we współczesnej prozie dla dzieci, np. autorstwa takich wielokrotnie nagradzanych autorów, jak Marta Guśniewska, Paweł Beręsewicz czy Justyna Bednarek. Śmiech błazeński rozbrzmiewa też w parodiach klasycznych baśni. Baśniowe opowieści to jeden z pierwszych kulturowych alfabetów przyswajanych przez dziecko, dlatego dość szybko będzie ono w stanie wychwycić żarty z literackiej tradycji – jak te autorstwa Bohdana Butenki, który z humorem zakpił z popularnych baśniowych scenariuszy w tomie pt. KrUlewna Śnieżka (główna nagroda w konkursie literackim Muzeum Książki Dziecięcej w Warszawie), i te w zbiorze Siedmiu Wspaniałych i sześć innych, nie całkiem nieznanych historii Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel. W tego typu utworach śmiech błazeński rodzi się nie tylko poprzez grę z tradycją kultury, lecz także grę z samym czytelnikiem – jego przyzwyczajeniami i oczekiwaniami. Trudno o lepszy literacki materiał, który pokaże, że literatura – i, szerzej, kultura – nie jest nienaruszalną świętością i skamieliną, lecz terenem inspirujących zabaw, prowokacją do uruchomienia wyobraźni i pomysłowości.

Tak zwane trudne tematy i tematy tabu

Jako tematy trudne i tabu określamy często, w odniesieniu do literatury dla najmłodszych odbiorców, zagadnienia, które są po prostu ważne w sensie społecznym i indywidualnym. Takie, które z obawy o dziecięcą wrażliwość nieraz chcielibyśmy przed potencjalnymi czytelnikami ukryć.

Jednakże radość czytania to także poznawanie istotnych, choć niekoniecznie łatwych aspektów codzienności – naszej własnej, ale też społeczności, w której żyjemy.

Na polskim rynku wydawniczym istnieje duży wybór książek dla najmłodszych czytelników, które poruszają rozmaite ważne zagadnienia. Ponieważ nie sposób omówić na kilku stronach tego wciąż rozrastającego się bogactwa, poniżej znajduje się przykładowy, skromny wybór utworów odnoszących się do kilku problemów, ograniczony do rodzimej twórczości z ostatnich lat:

- niepełnosprawność, starość, choroba, śmierć – oswajane m.in. przez Roksanę Jędrzejewską-Wróbel (Kosmita), Monikę Krajewską (Mój młodszy brat), Zofię Stanecką (Świat według dziadka) czy też Jarosława Mikołajewskiego (Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór – książka obrazkowa zilustrowana przez Dorotę Łoskot-Cichocką3);

- modele dziewczęcości i chłopięcości, szacunek dla inności, różnorodność kulturowa – Grzegorz Kasdepke z humorem neguje utarte kulturowe wzorce (A ja nie chcę być księżniczką); o potrzebie wzajemnej akceptacji i odrzucenia uprzedzeń opowiadają Anna Onichimowska (Piecyk, czapeczka i budyń) i Dorota Wieczorek (Strachopolis); Agnieszka Suchowierska prezentuje losy pluszowego misia, który poznaje różne regiony świata i modele dzieciństwa (Mat i świat, Książka Roku 2015 w konkursie PS IBBY);

- lekcja polskiej historii: II wojna światowa – z perspektywy bohaterów dziecięcych (często na podstawie autentycznych biografii) opowiadają o tym Andrzej Perepeczko (Jędruś, chłopak ze Lwowa), Katarzyna Ryrych (Mała wojna), Renata Piątkowska (Wszystkie moje mamy) czy też Dorota Combrzyńska-Nogala (Bezsenność Jutki), a także Iwona Chmielewska (Pamiętnik Blumki nagrodzony w konkursie MKD; tytułowa bohaterka opisuje codzienność Domu Sierot prowadzonego przez Korczaka);

- współczesne konflikty zbrojne i uchodźcy wojenni – piszą o nich, również z perspektywy dzieci jako bohaterów literackich, Jarosław Mikołajewski (Wędrówka Nabu, ilustr. Joanna Rusinek; książka obrazkowa wpisana na Listę Białych Kruków Internationale Jugendbibliothek w Monachium), Grzegorz Gortat (Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo) czy też Barbara Gawryluk (Teraz tu jest nasz dom);

- odpowiedzialność społeczna, współczesna redefinicja patriotyzmu – takie tematy wybrali Joanna Olech i Edgar Bąk (Kto ty jesteś?), Michał Rusinek (Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości – Książka Roku 2018 PS IBBY); prawa dziecka – Grzegorz Kasdepke (Mam prawo? Czyli nieomal wszystko, co powinniście wiedzieć o prawach dziecka, a nie macie kogo zapytać!); prawa człowieka – Małgorzata Węgrzecka i Iwona Zabielska-Stadnik (Masz prawa, człowieku – książka zilustrowana przez 15 czołowych polskich artystów);

- troska o zwierzęta – tu m.in. propozycje Adama Wajraka (Lolek), Piotra Sochy (Pszczoły) i Renaty Kijowskiej (Kuba niedźwiedź. Historie z gawry). Te i wiele, wiele innych zagadnień (trudne emocje, problemy rodzinne, adopcja, ciało człowieka, świat przyrody i ekologia, polska historia współczesna…) znalazło swoje miejsce w utworach z obszaru literatury dziecięcej, które zresztą wielokrotnie zyskują uznanie rozmaitych gremiów jurorskich.

Na zakończenie: podręcznikowa radość czytania

Choćbyśmy nie wiem jak kochali Dzieci z Bullerbyn, nie obrażajmy się na dziecięcego czytelnika, jeśli nie w pełni podziela nasz entuzjazm. Poszukajmy czegoś, co stanie się lekturową frajdą – i może jeszcze w przyszłości utoruje drogę do książek, które naszym zdaniem warto poznać. Tymczasem wybierzmy teksty frapująco opisujące codzienność współczesnego dziecka, takie, których autorzy mówią zrozumiałym dla niego językiem. Strach przed lekturową „przepaścią generacyjną” jest niepotrzebny, są przecież i takie książki, które mogą stanowić międzypokoleniową „platformę” wymiany doświadczeń. Na przykład, jeśli tęsknimy za światem, w którym na osiedlowym podwórku słychać śmiechy bawiących się dzieci – oto Łopianowe pole Katarzyny Ryrych (Książka Roku 2017 PS IBBY): zbiór opowiadań, w których autentyzm dziecięcych emocji splata się z wyobraźnią, powaga – z humorem, problemy – z zachwytem nad niby zwyczajną rzeczywistością. Czy nie tego właśnie chcemy od szkoły i podręcznika szkolnego? Oprócz wartości stricte edukacyjnych – także podsycania dziecięcej ciekawości, zachęty do wspólnych dyskusji, stawiania pytań i szukania odpowiedzi, rozwijania pomysłowości i empatii, radości i satysfakcji z poznawania siebie i świata? Bezcenna rola nauczyciela to m.in. rola pośrednika dziecięcej lektury. Dlatego tak istotny jest dobór utworów literackich dla czytelników najmłodszych, którzy nie potrafią jeszcze samodzielnie odszukać odpowiadających im tekstów. A że badania pokazują, iż tylko takie czytanie, które sprawia przyjemność, może stanowić atrakcyjną alternatywę dla innych rozrywek XXI wieku… Niech żyje radość czytania!

 

Dr Weronika Kostecka − adiunkt w Zakładzie Literatury Popularnej, Dziecięcej i Młodzieżowej Instytutu Literatury Polskiej UW; kierowniczka Pracowni Badań Literatury dla Dzieci i Młodzieży UW; redaktor naczelna czasopisma naukowego „Dzieciństwo. Literatura i Kultura”. Czuwa nad doborem tekstów w serii Wielka Przygoda.

 

1. J. Cieślikowski, Wielka zabawa. Folklor dziecięcy – wyobraźnia dziecka – wiersze dla dzieci, wyd. 2, Wrocław 1985, s. 6; wyróżnienia w oryginale.

2. Cytat pochodzi z reedycji petersburskiego wydania Złotej różdżki Hoffmanna z 1883 r. opracowanej przez Janusza Dunina; zob. J. Dunin, Struwwelpeter, Stepka-Rastrepka czyli Złota Różdżka. Z dziejów kariery jednej książki, Łódź 2003.

3. W tym artykule nacisk zostaje położony na kwestie literackie, dlatego nazwiska ilustratorów podane są tylko przy książkach obrazkowych, czyli takich, w których obraz stanowi równorzędną narrację. Pamiętajmy jednak, że w przypadku literatury dziecięcej bardzo często ilustratorzy są pełnoprawnymi współtwórcami dzieła. Wiele spośród wymienionych tutaj książek zostało zilustrowanych przez cenionych polskich artystów.

Szkoła podstawowaEdukacja wczesnoszkolna
Podziel się