Dobry, lepszy, najlepszy

Rodzice zwykle chcą, żeby dzieci dobrze się uczyły, były sumienne, rzetelne i porządne. I nie ma w tym nic dziwnego – to przymioty pożądane w życiu odpowiedzialnego człowieka. Ale warto pamiętać o tym, że cechy te – jeśli wystąpią w dużym nasileniu – niosą ryzyko perfekcjonizmu. A perfekcjoniści mogą mieć w życiu trudno.

Perfekcjonizm to posunięte do przesady starania o to, by wszystko robić idealnie. Nie: „wystarczająco dobrze”, ale idealnie. Osiągnąć ideał – to rzecz właściwie niemożliwa. Nie istnieją idealni ludzie, idealni pracownicy, idealni przyjaciele – zresztą, to, że mamy swoje wady, słabostki, czyni nas prawdziwie ludzkimi. Ktoś, kto wciąż osiąga sukcesy w nauce czy pracy nie będzie oddanym przyjacielem i aktywnym uczestnikiem życia domowego; ten, kto całą energię poświęca na sprawy osobiste albo hobby, zapewne nie będzie pracownikiem roku. Mamy ograniczone zasoby (czasu, uwagi, energii, umiejętności), więc nie możemy we wszystkich obszarach życia odnosić sukcesów.

Perfekcjoniści jednak próbują osiągnąć szczyt możliwości i dążą do ideału. Taka postawa musi powodować problemy. Po pierwsze – budzi frustrację, bowiem wciąż nie można osiągnąć zadowolenia i spełnienia. Po drugie – budzi agresję (bo ta zwykle kroczy za frustracją) albo depresję.

Agresję – mówiąc w dużym uproszczeniu - wyładowuje się na innych lub na sobie. Perfekcjonista będzie więc albo trudnym partnerem (kolegą, podwładnym, szefem) albo człowiekiem gryzącym się własnymi niepowodzeniami. W jednym i drugim przypadku – nie będzie szczęśliwy, bo wciąż czuć będzie nie dający się zaspokoić niedosyt. Trudno mu będzie wchodzić w safysfakcjonujące bliskie relacje, utrzymywać równowagę między życiem zawodowym i prywatnym.

 

Trzy typy perfekcjonistów

W psychologii wyróżnia się 3 rodzaje perfekcjonizmu – bardziej i mniej dla człowieka obciążające.

Najzdrowszym (najbardziej adaptacyjnym) rodzajem perfekcjonizmu jest ten zorientowany na siebie: „chcę być lepszą wersją siebie”. Dziś umiem biologię na trójkę, ale w przyszłym semestrze chcę popracować więcej i dostać czwórkę. Dziś przebiegnę dwa kilometry, jutro wydłużę dystans o 200 metrów.

Ludzie cechujący się takim podejściem starają się rozwijać swoje kompetencje. Umieją wyznaczać sobie realne cele i nie odkładają ich realizacji na później. Nawet jeśli trudno im pogodzić się z porażką, umieją ją sobie wytłumaczyć i przeformułować („to nie koniec starań, tylko lekcja, z której muszę wyciągnąć wnioski”).

Drugi rodzaj perfekcjonizmu grozi skutkami niekorzystnymi zarówno dla emocji danej osoby, jak i dla jej funkcjonowania w grupie społecznej (np. wśród znajomych). To perfekcjonizm zorientowany na innych: „wszyscy wszystko robią źle, nieudacznicy, powinni się bardziej starać”. W domyśle – „ja jestem lepszy”. Taki perfekcjonista będzie krytycznie i złośliwie komentował działania innych osób, począwszy od rodziny i znajomych, poprzez nauczycieli, lekarzy, polityków po kadrę reprezentacji w piłce nożnej. W jego komentarzach będzie dużo emocji, żalu, nawet agresji słownej. To taki człowiek, który widzi „źdźbło w oku bliźniego, ale belki we własnym nie dojrzy”. Ma ogromne wymagania wobec innych. Wobec siebie również, ale niepowodzenia tłumaczy raczej tym, że inni go zawiedli. „Byłbym teraz mistrzem świata, gdyby nie…”. Ta postawa także budzi frustrację, ciągły przymus wyszukiwania negatywów, skupienie na niedociągnięciach, poczucie zawodu, braku zrozumienia.

Najgorszy jednak, najbardziej destrukcyjny dla emocji jest trzeci rodzaj perfekcjonizmu, perfekcjonizm zakotwiczony społecznie: „muszę być taki/taka, jak oczekują tego ode mnie inni ludzie”. Taki człowiek wypełnia bardzo wyśrubowane standardy, ale to nie on sam je sobie ustawił. Ktoś od niego wymagał lub nadal wymaga doskonałości. Np. ma być schludny, grzeczny, towarzyski, skupiony na pracy, odnosić sukcesy, zdobywać laury i jeszcze zawsze mieć uśmiech na twarzy. Nie dlatego, że sam tego chce, ale dlatego, że wymagają tego od niego inni (np. rodzice). Idealny życiowy scenariusz jest niczym kukułcze jajo, które ważna osoba (mama, tata) podrzuca do gniazda i każe włożyć całą życiową energię w opiekę nad „podrzutkiem”. Tak dzieje się np. w sytuacji, gdy rodzice wymyślili dla dziecka jakąś konkretną przyszłość (np. ma ono przejąć rodzinną firmę budowlaną), a ono ma inne zainteresowania i marzenia (np. chciałoby zostać zawodowym tancerzem).

Takie dążenie do perfekcji występuje częściej u ludzi, którzy są wrażliwi na bodźce społeczne – szybko orientują się w nastrojach, odczytują niepisane zasady, doskonale rozumieją najmniejsze grymasy twarzy. Wyczuwają silną presję, nawet jeśli nie jest ona wyrażana wprost.

 

Temperament czy wychowanie?

Nie wszyscy ludzie mają skłonność do perfekcjonizmu, a wpływ na dążenie do doskonałości mają zarówno czynniki wrodzone (typ temperamentu, umiejętność przetwarzania bodźców, wrażliwość), jak i sposób wychowania. Z badań wynika, że u dzieci częściej rozwija się perfekcjonizm, jeśli mama jest perfekcjonistką. Ta sama cecha u ojca zwykle wpływa w nieco mniejszym stopniu na dzieci, a jeśli już to bardziej na syna niż na córkę.

Ciekawe wyniki dały badania wybitnego psychologa prof. Eliasza nad osobami z typem osobowości A, czyli takimi, u których obserwuje się wysoką motywację do osiągnięć, bardzo wysokie oczekiwania względem siebie, życie pod presją czasu, nieumiejętność regenerowania sił. Osoby te doświadczają poważnych problemów z sercem już w młodym wieku. Okazało się, że ten typ osobowości mają ludzie o różnym temperamencie, ale w jednym są do siebie podobni: wszyscy mają słabą zdolność przetwarzania stymulacji. Mówiąc obrazowo: chcą osiągnąć sukces, biorą na siebie wiele zobowiązań, a jednocześnie źle znoszą pośpiech, hałas, krytykę, wyzwania, podróże itp. Potrzebują odpoczynku, ale go sobie odmawiają, w obawie, że stracą czas i okazje, by się wybić. Za swój perfekcjonizm płacą najwyższą cenę, a walutą jest zdrowie i życie.

 

Pomóż żyć wystarczająco dobrze

Tę porcję teorii warto podsumować praktycznymi wskazówkami, jak uniknąć rozwijania w dziecku niezdrowego perfekcjonizmu.

- Nie porównuj dziecka z innymi. Nie pytaj, jak na sprawdzianie wypadło „na tle klasy”, nie próbuj dawać za przykład zdolnego kolegi czy rodzeństwa (to fatalne dla samooceny dziecka i dla jego relacji z tą osobą). Ważne jest to, jak ono samo się rozwija, jakie postępy robi wobec własnych wcześniejszych dokonań.

- Doceniaj starania, a nie efekt końcowy. Powiedz: „Widziałam, z jaką determinacją uczyłaś się do sprawdzianu z historii”, a nie: „Piątka? Wspaniale!”.

- Wspieraj, nie krytykuj. Jeśli dziecko poniosło porażkę, to czuje i wie, że to nie jest miła sytuacja. Słysząc narzekania rodzica i komunikaty typu: „Bo się nie dość starałeś”, „Mówiłem, że tak będzie, za mało pracowałaś” czuje się jeszcze gorzej, a na dodatek boi się, że utraci szacunek rodzica. Zaczyna myśleć, że na akceptację trzeba zapracować – to droga do stawiania sobie nadmiernych wymagań i niezdrowego perfekcjonizmu. Jeśli dziecko źle zdało test, zawaliło wypracowanie – to znaczy, że w danej chwili nie umiało tego zadania wykonać lepiej. Być może potrzebuje wsparcia, dodatkowej nauki albo poznania technik radzenia sobie ze stresem. Najlepsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to nazwać sytuację („Widzę, że nie jesteś zadowolony z oceny ze sprawdzianu”), nawiązać porozumienie (np. „Jak myślisz, dlaczego tak się stało?”) i zaproponować wsparcie („Czy chcesz się nad tym wspólnie zastanowić?”, „Czy jest coś, co mogłoby ci pomóc?”).

- Unikaj krytykowania innych ludzi, wytykania im potknięć, obśmiewania. Nikt z nas nie jest całkiem wolny od oceniania, ale sprawdź, czy w waszym domu nie nazbyt szybko i często przykleja się innym ludziom etykiety (np. nieudacznika, ciamajdy, głupka).

- Mów czasem o swoich zmaganiach, o tym, co sprawia ci trudność, nad czym ciężko pracujesz, a efekty są takie sobie. Mów zarówno o swoich mocnych, jak i słabych stronach. Niech dziecko ma okazję widzieć, że osoba, którą kocha i podziwia, nie jest idealna.

- Nie pocieszaj dziecka na siłę po porażkach, nie tłumacz też jego potknięć błędami innych osób. Ucz młodego człowieka, że czasem robi się coś lepiej, a czasem gorzej, ale gorszy wynik to nie jest koniec świata. Wiąże się z dyskomfortem, owszem. Ale nie należy od tego dyskomfortu uciekać np. w przyjemności (ulubione jedzenie, wirtualną rzeczywistość). Dobrym sposobem na to, by przepracować porażkę jest wysiłek fizyczny.

- Jeśli widzisz, że dziecko, stając przed nowymi wyzwaniami (np. początkiem nauki w nowej szkole), jest bardzo zestresowane, wycofane, pełne obaw, porozmawiaj z nim i wysonduj, czego najbardziej się boi. Zapewnij, że będziesz po jego stronie zawsze, na dobre i na złe. Porozmawiajcie o tym, że w życiu nie wszystko da się kontrolować i nie wszystko toczy się po naszej myśli, ale łatwiej jest żyć, gdy ufamy, że będzie dobrze, że w trudnej sytuacji jakoś sobie poradzimy. Może nie idealnie, ale wystarczająco dobrze.